O ulicznych spostrzeżeniach i pomysłach na gry motoryzacyjne

Muszę się przyznać, że słowo Ferrari znałem wcześniej niż dowiedziałem się na dobre czym jest samochód. Rozpoznawanie marek aut i krzyczenie tego na głos do rodziców w celu weryfikacji swojej wiedzy, to jedna z moich najlepszych motoryzacyjnych zabaw z dzieciństwa. W pewnym sensie zostało mi to do dzisiaj.

fot. Piotr Ślusarczyk

Nadal analizuję mijające mnie każdego dnia samochody. Księguję w podświadomości ich marki i obserwuję jak co roku zmieniają się polskie ulice. Zwykle jednak auta te nie zapadają mi w pamięć na długo. Większość samochodów z naszych dróg to konstrukcje, których nie można nazwać unikatami. Mam całkowitą pewność, że spory wachlarz aut Polaków zobaczę ponownie w ciągu kolejnego tygodnia.

Inaczej sprawa wygląda, gdy gdzieś dostrzegę niespotykaną konstrukcję. Cieszę się na każdą taką sytuację. Uwielbiam ludzi, którzy odważyli się pójść pod prąd i kupić auto różniące się od samochodów sąsiadów i znajomych. Wybór niepopularnego modelu samochodu często nie jest podyktowany racjonalnymi argumentami, ale emocjami. Te oryginalne konstrukcje w wielu przypadkach okazują się po prostu motoryzacyjnymi marzeniami ludzi zasiadających za ich kierownicami. Do dziś pamiętam takie egzotyki jak chociażby ostentacyjny różowy Caddilac de Ville pierwszej generacji, Pontiac Solstice, czy Lotus Esprit. Takie nietypowe konstrukcje, dotąd widziane jedynie na zdjęciach, potrafią odcisnąć trwałe piętno na siatkówce każdego oka.


Jednak najlepsza zabawa zaczyna się wtedy gdy zauważy się pojazd, którego nazwy po prostu nie można odszukać w zakamarkach pamięci. Jako dziecku zdarzało mi się to często, teraz – dużo rzadziej, ale nadal doskonale pamiętam to męczące pragnienie aby dowiedzieć się co to mogło być. Zwykle bez jego zaspokojenia nie mogłem położyć się w spokoju spać. Na szczęście w dzisiejszych czasach z pomocą w takich problemach przychodzi Internet, gdzie zwykle po kilkunastu minutach usilnych poszukiwań można dowiedzieć się, że wcześniej tego dnia mijało Cię przykładowo, szczęściarzu, auto marki DeSoto (w Europie raczej nierealne).

Rozwinięciem całej zabawy może być również zgadywanie marki i nazwy modelu samochodu z opowiadań znajomych. Kształt, cechy charakterystyczne, wygląd logo i po chwili zastanowienia ten świtający w głowie pomysł na najbardziej prawdopodobną odpowiedź – lubię takie samochodowe kalambury. Zabawę można rozszerzać po prostu rozmawiając o znanych już kontrukcjach, ale ograniczając informacje do np. czterech najbardziej istotnych. Jeśli poziom trudności okaże się za duży podawanie kolejnych wskazówek może być obarczone jakiegoś rodzaju karą lub minusowymi punktami.

Przykładowo jeśli mowa o 2-miejscowym aucie z agresywnym, niskim przodem oraz oryginalnym i udziwnionym tyle z lampami w kształcie odwróconej litery L oraz owalnym logo z trzema literami, co pierwsze nasuwa się na myśl? Jeśli dodam, że styl tego samochodu to pomieszanie klasyki z nowoczesnością a kierowca zasiadał po prawej stronie, chyba wszystko będzie już jasne.

Taka podpowiedź (z usuniętymi oznaczeniami modelu) rozwiewa chyba wszystkie wątpliwości

W dzisiejszych czasach każda rozrywka niezwiązana z komputerem i Internetem oraz polegająca na rozmowie to naprawdę pomysł na wagę złota. Pamiętacie grę Inteligencja? Można ją przeistoczyć w typowo motoryzacyjny sprawdzian wiedzy: producent aut, producent opon, zespół wyściowy/rajdowy, tuner, firma ubezpieczeniowa, układ/część samochodowa, element wyposażenia i cokolwiek co jeszcze przyjdzie Wam do głowy.

Idźmy dalej – czas na grę, w którą można zagrać jadąc samochodem razem z pasażerami. Na początku należy ustalić konkretną liczbę mijanych samochodów, których dotyczyć będzie gra. Spośród nich można wybierać taki, który chciałoby się mieć. Jaka w tym trudność? Jeśli ustaloną liczbą będzie 20 i pogardzi się pojawiającym się w międzyczasie Mercedesem Klasy E, można skończyć z przymusowym wyborem samochodu nr 20. Trzeba tylko wtedy modlić się aby nie był to np. mało urodziwy Fiat Multipla.

Zapraszam do zapoznania się z moimi poprzednimi felietonami:
Droga to miejsce, gdzie wszyscy sobie ufamy [felieton]
Supersamochody są bez sensu… [felieton]
Czy przez Panamerę i Cayenne Porsche jest gorsze? [felieton]
Cisza, dźwięk silnika czy radio? – o słuchaniu muzyki w samochodzie [felieton]

Zobacz również: Goodyear - konferencja

Podziel się:

Przeczytaj także:

Także w kategorii Blogi:

Buick Cascada trafi do USA? Mercedes 450 SL (R107) - silnik M117 Dakar to zwykłe kłamstwo Mercedes 450 SL (R107) - renowacja Corvette Z06 Wizyta w Otrębusach Spottingowe podsumowanie 2013 Giełda klasyków: Porsche 356 - wybierz jedno z pięciu Filmowo-motoryzacyjne podsumowanie tygodnia [28.12.2013] Odpowiedzialni kierowcy Ferrari F12berlinetta ulicznie A po co nowy blog? ;) Jakie trasy w Europie warto przejechać motocyklem? Giełda klasyków: Wszystkie Hondy NSX Ayrtona Senny Kajetanowicz vs. Kubica – kto jest lepszy? Poczuj zapach dwusuwa w święta Quo vadis, kratko? Filmowo-motoryzacyjne podsumowanie tygodnia [14.12.2013] Gymkhana - z czym to się je? Valentino Rossi promuje Yamahę MT-09 Street Rally David Brown The Sixth Giełda klasyków: De Tomaso Pantera - budżetowy supersamochód Filmowo-motoryzacyjne podsumowanie tygodnia [07.12.2013] Robert Kubica w Volkswagenie! Czyżby?

Popularne w tym tygodniu:

Test: Renault Koleos 2,0 dCi 175 4WD X-Tronic Initiale Paris Renault Clio R.S. 220 Trophy – test [wideo]